Make your own free website on Tripod.com

muzyka współczesna

Jest to artykuł, który został napisany i opublikowany w Rzeczpospolitej 13.08.1999. Według mnie najlepiej obrazuje stan dzisiejszej muzyki izraelskiej. Jednak ja palmę najpopularniejszej izraelskiej piosenkarki dałbym Danie International, która w Izraelu wyśpiewała i platynową i złotą płytę, a na świecie jest już bardzo dobrze znana, od kiedy wydała swój międzynarowody album "Free". Natomiast 23 lutego 2000 roku Izrael stracił wspaniałą piosenkarkę, jaką była Ofra Haza, ta młoda, bo zaledwie 43letnia kobieta zmarła na AIDS. Jest to niepowetowana strata dla całej społeczności izraelskiej i światowej.

Piosenka przyszła z wojska

Noa, najpopularniejsza na świecie piosenkarka izraelska.

Patrol uzbrojonych po zęby izraelskich żołnierzy. Krok od sklepu muzycznego z pirackimi płytami w arabskiej części jerozolimskiej starówki. To obrazek, który dla osób znających historię izraelskiej muzyki pop uderza paradoksem. Show-biznes ma bowiem korzenie w wojskowych zespołach i orkiestrach. Byli żołnierze, dziś gwiazdy, są okradani, gdy ich młodsi koledzy ze służby bezczynnie stoją przy pirackich witrynach.

Prawo jest dobre - uspokaja Michael Tunis, jeden z trzech największych wydawców w kraju. - Niestety, kraj ma na głowie większe problemy. A ci młodzi chłopcy nie wiedzą, która płyta jest piracka, a która legalna.

Mimo tych kłopotów izraelska muzyka jest dziś na ustach całego świata. Przyczyniła się do tego zwyciężczyni w konkursie Eurowizji, transseksualistka Dana International, która złamała religijne tabu żydowskich rabinów, oraz godna podziwu Ofra Haza, śpiewająca do bałkańskiej muzyki Bregovicia. Czy wreszcie Noa, izraelska wokalistka, pochodząca z Żydów jemeńskich, która wychowywała się w Nowym Jorku, a do ojczyzny powróciła, by odbyć dwuletnią służbę wojskową, i sprzedała na świecie 1,5 mln płyt. Izraelska muzyka odbija skomplikowane relacje między religią i postępem, tradycją i nowoczesnością jednej z najciekawszych kultur świata.

Golan to nie Wietnam

Muzyka pop słuchana na całym świecie przez hipisów i pacyfistów, w Izraelu miała swe prapoczątki w jednostkach wojskowych. Trudno by chyba znaleźć drugi taki przykład, mimo że wojskowy epizod w karierze odnotował sam król rock and rolla Elvis Presley. W młodym, walczącym o swoje granice, Izraelu ma go w swojej biografii niemal każda gwiazda, a płeć nie gra roli. Mundur noszą przecież także dziewczęta.

- W latach pięćdziesiątych w każdej jednostce działała sekcja muzyczna - opowiada Mihal Talti, dziennikarka muzyczna największego niezależnego izraelskiego dziennika "Haaretz". - Skupiały młodych śpiewaków, tancerzy, muzyków, dyrygentów, ale też tekściarzy i kompozytorów.

Dana International wygrała konkurs Eurowizji.

Zespoły te grały najczęściej muzykę inspirowaną żydowskim folklorem, ale, jak się okazało, dzięki nim rozwijały się talenty, łączyły w grupy przyszłe gwiazdy. Można o tym pomyśleć z zazdrością, przypominając sobie lata żołnierskiego festiwalu w Kołobrzegu. Po zakończeniu służby wojskowej izraelscy muzycy nie musieli kontynuować kariery pułkowej gwiazdy. W cywilu grali folk, ale też muzykę pop. Taką drogę przeszedł ulubieniec kilku już pokoleń izraelskich słuchaczy Shlomo Artzi. Kto, słuchając jego poprockowej muzyki o nieco lirycznym zabarwieniu, pomyślałby, że był kiedyś solistą sił morskich Izraela? Do dziś, już bez munduru, sprzedaje 120 - 140 tys. egzemplarzy swoich kolejnych albumów.

Równie duże znaczenie, jak armia, miała dla izraelskiej muzyki pop miejscowość Ramly. Trudno znaleźć w historii światowego rocka jej odpowiednik. To połączenie nadmorskiego Brighton w Anglii, gdzie przyjeżdżali na początku lat sześćdziesiątych rockersi, i bogatej w butiki londyńskiej Oxford Street. Właśnie w Ramly w kilku klubach rozkwitła muzyka bigbeatowa Izraela. I tym razem dała o sobie znać specyfika izraelskich losów. Bogactwu brzmień nie towarzyszyła ideologia hipisów, hasło "Make Peace, Not War". Armia stanowiąca fundament egzystencji żydowskiego narodu nie była tak jak w Stanach Zjednoczonych instytucją wywołującą kontrowersje. Wzgórza Golan nie stały się dla izraelskiej młodzieży drugim Wietnamem.

- Pojawiały się piosenki wymierzone w służbę wojskową. Ale był to margines - mówi Mihal Talti.

Światowa gwiazda

W latach osiemdziesiątych sercami izraelskich fanów muzyki zawładnęli idole zza oceanu, wśród nich Bruce Springsteen. Dziś można zaliczyć w ich poczet wokalistkę Noa, znaną w Izraelu jako Achinoam Nini. Jej oryginalna stylistyka mająca źródła w żydowskiej tradycji była na tyle intrygująca, że Noa nagrywa teraz dla słynnej amerykańskiej firmy Geffen, znanej z płyt Aerosmith, Guns'n'Roses i Nirvany.

- Kariera Noa jest tym bardziej satysfakcjonująca, że nie jest ona typową popową piosenkarką - cieszy się Asher Bitansky, menedżer.

Noa urodziła się w rodzinie Żydów jemeńskich. Opuściła Izrael wraz z rodzicami i wyemigrowała do Nowego Jorku. Wróciła do kraju na własną rękę, mając lat siedemnaście, by, jak przystało na izraelską dziewczynę, w wieku osiemnastu lat odbyć w ojczyźnie dwuletnią służbę wojskową. Tak jak Shlomo Artzi zaczynała śpiewać w zespołach wojskowych. Już w cywilu rozpoczęła triumfalny pochód przez sceny świata. Śpiewała na uroczystym koncercie w Watykanie w 1994 roku, kończącym rok rodziny. W lutym bieżącego roku uświetniła konferencję ekonomiczną w Davos i uroczystą berlińską galę Fundacji Shoah Stevena Spielberga.

Wpływy arabskie

Noa potwierdza, że siłą napędowa izraelskiego show-biznesu jest diaspora i kolejne fale imigrantów. Nowoczesność miesza się z historią. Tradycja Żydów aszkenazyjskich i sefardyjskich z wpływami laickimi, ale też Żydów jemeńskich. Z tego kręgu, poza Noa, wywodzi się Eyal Golan, autor muzycznego rekordu sprzedaży w Izraelu.

- Sukces Golana nie był przesądzony - zastrzega Mihal Talti. - Mimo że za debiutującym wokalistą stało dwóch muzyków bardzo znanej popowo-tanecznej formacji Ethnix, Zeev Nehama i Tamir Kaliski. To oni napisali przebojowe piosenki dla Golana i chodzili od firmy do firmy. Jednak nikt nie chciał wydać płyty.

Mihal Talti podkreśla, że problem związany był między innymi z kontrowersjami natury artystycznej i narodowościowej. Zdarzało się, że wśród zasiedziałej w kraju części izraelskiego społeczeństwa - ma ono korzenie amerykańskie bądź europejskie - podważano wiarygodność żydowskiego pochodzenia imigracji jemeńskiej. Zwłaszcza że wyróżniała się ona ciemniejszą karnacją skóry i silnymi arabskimi naleciałościami zarówno w kulturze, jak i języku, którego używała w muzułmańskim Jemenie.

Jak się okazało, orientalne motywy arabskie i inny rytm muzyki Golana nie były przeszkodą, lecz atutem. Rynkowa siła przebicia spółki kompozytorskiej i odnoszącego sukcesy wokalisty stała się fundamentem świetnie prosperującej małej i niezależnej firmy płytowej Sultan Records. Szefowie izraelskich kolosów fonograficznych musieli sobie pluć w brodę.

Religia i prąd

Gdy rozmawia się z młodymi Izraelczykami, słucha tego, co mają do powiedzenia młodzi muzycy, trudno nie zauważyć, że muzyka otworzyła przed nimi nowe perspektywy, włączyła ich w nurt światowej kultury masowej. Golan udowodnił, że rytmy arabskie mogą podobać się wbrew takim skomplikowanym kwestiom politycznym, jak proces pokojowy z narodem palestyńskim. Dana International złamała religijne tabu. W boysbandzie Eden, reprezentującym w tym roku Izrael w konkursie Eurowizji, było dwóch czarnoskórych wokalistów nie posiadających izraelskiego obywatelstwa, którzy podkreślali w mediach swoją przynależność do kultury kraju, w którym mieszkają. To rzeczy, które cieszą zwolenników laicyzacji państwa i jego rozwoju w duchu postępu. Martwią i niepokoją tradycjonalistów obawiających się, że jedna z największych i najstarszych kultur świata upodobni się do papki serwowanej przez międzynarodowe koncerny i media.

- Nie wszystko wygląda tak różowo, jak prezentowano to zagranicznym dziennikarzom w czasie Eurowizji - mówi kilka dni po zakończeniu imprezy pracownik uniwersytetu w Tel Awiwie, sześćdziesięcioletni Leo, którego matka pochodziła ze Lwowa.

Leo przedstawia kulisy jerozolimskiej imprezy, która stała się powodem sporych kontrowersji między postępowcami i tradycjonalistami. Eurowizja miała się odbyć w czasie trwającego od piątku do soboty szabasu, a Jerozolima, w przeciwieństwie do zlaicyzowanego Tel Awiwu, jest zamieszkana i rządzona przez religijną większość. Idące pełną parą w świętym dniu przygotowania do koncertu w oczywisty sposób kłóciły się z zasadą rezygnacji z wszystkich, nawet najdrobniejszych, czynności. Wymownym symbolem tej zasady są chusteczka zawiązana u rękawa religijnego Izraelczyka po to, by nie musiał jej wyciągać z kieszeni, czy też szabasowe windy zatrzymujące się automatycznie na każdym piętrze bez potrzeby wciskania guzika.

- Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy władze miasta nie zdecydują się na wyłączenie prądu w sali koncertowej, o co zabiegali rabini - wyjaśnia Leo. - Nie rozumiem tego. Na całym świecie nawet w święta gra się koncerty, chodzi na zakupy. W Izraelu mamy z tym problem. Jaki sens ma nakaz szabasu, jeśli młodzi ludzie z Jerozolimy i tak przyjeżdżają w piątek na dyskoteki do Tel Awiwu. Nie ma co fałszować rzeczywistości.

Mihal Talti z niezależnego dziennika "Haaretz" nie uważa, by religijni fundamentaliści walczyli z rockiem, po prostu go nie słuchają. Wyjaśnia też, że protesty rabinów przeciwko transseksualistce Danie International nie dotyczyły muzyki, lecz zmiany płci, co było niezgodne z prawem Bożym. Nawet rytmiczna muzyka, jak pokazują chasydzi, może być wehikułem modlitwy. Na deptaku nowej Jerozolimy, niedaleko Yafo Street, roztańczeni młodzi Izraelczycy z pejsami świadczącymi o ich religijności, tańczą do rytmu puszczanej z przenośnego magnetofonu nowoczesnej muzyki. Jeśli chodzi o dynamikę tańca, niewiele ich różni od widywanych w Nowym Jorku ulicznych tancerzy hip-hopu. Poza tym, że śpiewają o miłości Boga.

JACEK CIEŚLAK (Rzeczpospolita 13.08.1999)

ta strona jest częścią wirtu@lnego izraela. copyright by alpha group 1999-2000