Make your own free website on Tripod.com

sen o plamie

Pojawiła się na ścianie dziwna plama.
Cała ciemna. Tak, no- plama. Trochę lepka, bordowo-krzepnąca.
Co tu rozmyślać: rana krwawiąca.
A skąd się wzięła? Jak rozpłynęła?
Nie wiem. Nie powiem. Mur milczy jak to mur.
Mur milczy bo jest niemy.
I tylko ból, i tylko krew, i tylko płacz krzyknęły z ziemi.
Chciałam ją zmyć, lecz się nie dała.
W swej rozlewności wciąż pąsowiała.
Przeszła przez wapno, przesiąkła w farbę
śmiejąc się ze mnie bezkarnie.
Ktoś rzucił hasło; "zburzmy tę ścianę".
Plama przelała się w półuśmiechu:
"Rozwalcie, gdy chcecie. Ja pozostanę
żywa wciąż w pyle, gruzów oddechu".
Nożem zeskrobać? To niemożliwe.
Na nic tu ostrza. Wnet zardzewieją.
Dosyć już tego, stanę pod ścianą, zasłonię ciałem.
Wyretuszuję.
Stalowy wstrząs przeszył me wnętrza.
Nic już nie czuję, strachu nie czuję.
Zsuwam się wolno po szorstkiej skórze ściany
i wzrok ostatni podnoszę ku górze:
Plama została. Została na murze...

(Kolejna parafraza słynnego wiersza ,tym razem Dawida Awidana pt. "Półsen o plamie")

copyright by alpha group 1999-2000