Make your own free website on Tripod.com

chanukija mojej babci

Cisza za oknem
i któż jej nakazał takim dostojnym być
w tę noc grudniową, ciemną?
Opuszkiem palca
czuję chłód modlitwy,
twojej modlitwy,
Babciu, zostań ze mną.

Płacze oliwną łzą moja chanuka,
samotne godziny tykają w zegarze,
pośród ogników daremnie cię szukam.
Zawsze marzyłaś, o czym ja dziś marzę:
że usiądziemy,
że się ogrzejemy.
W noc, w której wszystko ciałem się obleka,
gdy dobry profil z życiem idą w parze,
z tym złym, jak twój odszukać chcę człowieka.
Niechaj powiedzie trupie srebro jadu
wskaże litery modlitwy,
jak ciebie
krwią pulsującą, jeszcze pełną życia
wskazano niegdyś,
Gdyś wyszła z ukrycia.

Odległa jesteś,
że aż materialna,
w biele żałobne owinięta śniegiem,
zapalasz świece,
jawisz się realna
między płomyczkiem
a kamiennym niebem.

copyright by alpha group 1999-2000