Make your own free website on Tripod.com

moje osobiste spostrzeżenia

Logo Marszu Żywych

27dnia miesiąca Nisan (w tym roku 2 Maja kalendarza gregoriańskiego) obchodzone jest święto Jom Ha Szo'ah. Po polsku Jom Ha Szo'ah oznacza Dzień Pamięci Holocaustu. W tym dniu wspomina się eksterminację Żydów podczas II Wojny Światowej przez III Rzeszę. W Izraelu na przykład podczas Jom Ha Szo'ah o godzinie 10.00 na dwie minuty zamarło całkowicie życie. Zatrzymały się autobusy, auta, ludzie na ulicy, i wszyscy podczas tej chwili wspominali jakże często swoich bliskich, którzy poginęli w obozach lub tylko dlatego, że byli Żydami. Podczas tego święta organizowany jest co roku MARSZ ŻYWYCH w Oświęcimu, następuje przejście do Birkenau, tą samą drogą, którą byli transportowani niewinni ludzie podczas wojny.

Także przedstawiciele "Wirtu@lnego Izraela" (czyli ja i moja kuzynka Joanna) po raz pierwszy wzięliśmy udział w Marszu. W tym roku swoją obecnością zaszczycił nas prezydent Izraela Ezer Weizman , oraz prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski. Byli także przedstawiciele Knessetu, m.in. minister Oświaty Yossi Sarid. Nie zawiódł też naczelny Rabin Izraela Rabbi Yisrael Meir Lau, który sam przeżył Holocaust.

Moje osobiste wspomnienia
Szczerze powiedziawszy, aby wziąć udział w Marszu Żywych musiałem się nieźle nadzwonić, poczynając od Ambasady Izraela, kończąc na Kancelarii Premiera. Dzięki Bogu wszystko obyło się później bez problemów i we wtorek o godzinie 7 rano odebrał nas w Strzelcach Opolskich autobus jadący z Wrocławia. Po dotarciu na miejsce dostaliśmy specjalną kartkę, którą oznaczono nasz autobus, a później dowodzący naszą grupą musiał każdego osobno przy wejściu identyfikować. Znaleźliśmy się w końcu na terenie obozu i pierwssze co zauważyliśmy to ogromna masa ludzi w niebieskich kurtkach (lub białych i granatowych bluzach) i z niebieskimi plecakami. Była dopiero godzina 11.30. Co można powiedzieć o grupie z którą my przybyliśmy, raczej to, że ludzie się często nie znali, brak było jakiegoś dowodzącego, i brak też było jakichkolwiek akcentów czy to polskich, czy to regionalnych. Zacząłem wypytywać ludzi (z powodu mojej profesji) czym się kierowali, przybywając na ten Marsz. Większość ludzi albo zbywała nas odpowiedziami "tak jakoś wyszło" albo kierowali się pobydkami bardziej narodowymi. Była też matka z córką, które brały udział w Marszu już po raz kolejny i naprawdę widać było, że to przeżywają. Odłączyliśmy od "grupy" i zaczęliśmy zaczepiać ludzi, pytając ich o
przyczyny z jakich tam przybyli. Większość młodych Żydów odpowiadała, iż szukają tytaj swoich korzeni, chcą lepiej poznać historię swego narodu, zobaczyć miejsce, w którym zginęli ich przodkowie. Osobiście rozmawiałem z ludźmi z całego świata. M.in. z Argentyny, USA, Kanady, nie wspominając o Izraelu. Była także pani z Kanady, która zaskoczyła nas mówiąc po polsku, okazało się, iż z Polski wyjechała w latach 60 podczas pogromów na Żydów. Co mi się od razu rzuciło w oczy. Nie spotkałem się ani razu z nietolerancją lub niechęcią, gdyż zawsze mówiliśmy że jesteśmy chrześcijanami. powiem więcej, młodzież była zainteresowana naszym zdaniem, nawiązywali do pobytu Papieża w Izraelu i ciepło o nim mówiła. Około godziny pierwszej rozbrzmiał dzwięk rogu i obchody Jom Ha Szoa się rozpoczęły. Ja i moja kuzynka mieliśmy dogodne miejsca, staliśmy dokładnie przed wojskiem izraelskim, dzierżąc flagę Izraela. Pochód ruszył. Na trasie było mnóstwo policjantów, odległość między jednym a drugim nie przekraczała na oko 10-15 metrów. Na poboczu, stało dużo ludzi, którzy patrzyli na nas z nieukrywaną ciekawością. Co jakiś czas Marsz przystawał, wrażenia były niesamowite. Nawiązałem wiele kontaktów, głównie z przedstawicielami organizacji amerykańskich. Po godzinie Marszu widać było bramy obozu w Birkenau a wchodząc do niego z megafonów patetycznie rozbrzmiewały nazwiska pomordowanych tam ludzi. Przy końcu rampy kolejowej skręciliśmy w lewo, na plac, gdzie miały się odbyć wszystkie uroczystości. Jako, że szliśmy na początku Marszu, zajęliśmy miejsca, przy taśmie oddzielającej nas od trybun. Prowadzący całą ceremonię zapowiadał przybycie Prezydentów i przedstawicieli Knessetu. Gdy my już od godziny staliśmy w piekącym skwarze, ostatnia grupa pochodu dopiero opuszczała bramy Auschwitz. Koło mnie stała starsza kobieta, która podczas wojny miała około 5 lat, w obozie straciła całą swoją rodzinę. Jej też jako jedynej pozwolono usiąść poza taśmą, gdyż widać było, iż uczucia rozdarły ją wewnętrznie. S głośników sączyły się spokojne pieśni, często w jidysz, z których wiele słów rozumiałem (bardzo zbliżony do niemieckiego). Przy jednej większość ludzi zaczęła płakać, refren brzmiał "Maj Sztejdl" co jak zrozumiałem znaczyło "Moje miasteczko"... Były też przemówienia młodzieży żydowskiej z całego świata. W końcu przybyli prezydenci i parlamentarzyści. Już samo uczucie stania zaledwie 2 metry od Prezydentów było fascynujące. Mam nadzieję, że moje zdjęcia udadzą się, zostaną tu zamieszczone w przyszłym tygodniu. Same przemówienia jeśli były po hebrajsku, to były też tłumaczone na język angielski. Późnym popołudniem po modlitwie za zmarłych (kadisz) i odśpiewaniu Hatikwy (hymnu Izraela) opuściliśmy teren obozu wraz z grupą Katowiczan.

Wielu ludzi zadaje mi pytanie, dlaczego w ogóle wziąłem udział w Marszu Żywych. Trudno jest mi dać jednoznaczną odpowiedź. Z jednej strony interesuje mnie kultura żydowska, prowadząc mój serwis staram się przełamywać bariery i pewne mity. Z drugiej strony może też z powodu moich korzeni i mojego własnego poczucia odpowiedzialności za czyny narodu niemieckiego. Mam nadzieję, że w przyszłym roku więcej ludzi z mojej Opolszczyzny-regionu symbolizującego zrozumienie i współpracę wielu grup etnicznych, których nie zakłócą krzyki narodowców z Rzeszowa, lub innych terenów nie znających specyfiki tego regionu- weźmie udział w Marszu Żywych, że pójdziemy wszyscy pod rękę, Polacy, Niemcy, Ślązacy i Żydzi niosąc żółto niebieską flagę, która nas przecież i podczas batalii o byt Opolszczyzny łączyła, i która powinna nas łączyć dalej, a która jest przecież dla nas wszystkich widocznym symbolem tolerancji i wzajemnej akceptacji. Mam też nadzieję, że moje słowa dotrą do władz wojewódzkich, które to zawczasu nawiążą kontakt z Organizatorami, abyśmy i my nie byli bezosobowi. Jest to zarazem dobra lekcja historii, także dla antysemitów oraz innych grup narodowych. Wrażenia są niesamowite, osobiście można odczuć co robiono w imię chorej ideologii. Po tylu latach można wierzyć tylko w lepsze jutro i powtarzać "NIGDY WIĘCEJ".

ta strona jest częścią wirtu@lnego izraela. copyright by alpha group 1999-2000